Pesymizm. Symbolizm
czwartek, 18 Czerwiec 2009Czas, który musi odtwarzać sens teraźniejszości ze wspomnień o przeszłości, ponieważ sama teraźniejszość nie ma dla niego żadnego sensu, który nawet jakiś motyw musi najpierw przefiltrować przez wspomnienie, aby poznać jego prawdziwą treść, odnosi się do teraźniejszości z głębokim pesymizmem. Ów pesymizm ma wprawdzie swoje źródło w konflikcie z rzeczywistością, ale jest reakcją na ten konflikt, która może tylko wywołać dalsze konflikty.
„Podczas gdy smutek kosmiczny romantyków wywodził się jeszcze z olbrzymiego spotęgowania poczucia własnej wartości, z nadmiernego pobudzenia uczuć i pragnień, to nowoczesny pesymizm opiera się na paraliżującym przeświadczeniu o znikomości własnego «ja» i wynikającym z niego zgubnym osłabieniu instynktów”
Tak w roku 1895 Harry Kessler charakteryzował pesymizm w dziele francuskiego symbolisty Henri de Regniera. Wszystko, czego człowiek dowiaduje się dzisiaj o samym sobie lubo świecie, wszystko, co czyni, aby tę wiedzę pomnożyć, wszystko, co wbija mu się do głowy jako jego obowiązek, wpływa na osłabienie poczucia indywidualności. Jego odczucia, popędy, instynkty – jak słyszy – nie stanowią jego indywidualnej własności, lecz są odziedziczone po przodkach lub uwarunkowane przez otoczenie; on jest punktem ich przepływu, przelotną koncentracją cząstek, które w następnej chwili rozproszą się i wejdą w nowe związki. Jego działania nie sięgają, jak dawniej sądził, w wieczność pozaziemskiego życia; nie świadczą za czy przeciw niemu przed tronem Boga; nie pociągają za sobą winy ani chwały; on, pozornie działający, nie jest nawet ich sprawcą. Bo mniej znaczy niż fala na nieskończonym morzu rozwoju, mniej niż powiew, mniej niż cień; jest pojęciem, nazwą pewnego układu sił, niczym. I nieważny, jak on sam, jest też świat, który go otacza. Bo jeśli w nim coś jest, to on nie może tego dojrzeć, a to, co dostrzega, jest pozorem, nieuchwytnym snem, barwnym welonem własnego wyobrażenia zawieszonym przed tym, co w wieczności nienazwane, niepoznawalne. Po cóż pożądać swojego snu? Po cóż chcieć oddziaływać na nicość? Po cóż dążyć do zaakcentowania swego istnienia?
Są to jednak po części ideały stare jak ludzkość. Przez tysiące lat obrosły i rozkwitły określonymi uczuciami. Toteż Regniera, jak każdego, kto porzuca moralne czy metafizyczne poglądy swoich praojców, dręczy bolesna tęsknota, by dla uczuć, które utraciły stary obiekt, znaleźć nowy. Chyba nic tak bardzo go nie zaprzątało jak ta sprzeczność między potrzebą ideału a przekonaniem o niemożliwości obiektywnie prawdziwego ideału. Nielicznym, jak Nietzschemu, udaje się stworzyć sobie własne ideały, w które przynajmniej sami potrafią uwierzyć. Inni, jak Wagner, by położyć kres swojej męce, cofają się i powracają do starych, porzuconych ideałów. Jeszcze inni, jak Verlaine, nie ustają w walce. Ale Regnier wie, że dla niego walka nie ma widoków na powodzenie i że jego tęsknota jest pozbawiona nadziei.
Ostateczna utrata nadziei nie potęguje jednak bólu, tylko go łagodzi. Toteż Regniera nie wypełnia gwałtowna rozpacz, gorzka udręka – zasadniczy ton jego smutku kosmicznego stanowi łagodna melancholia, słodka i beznadziejna tęsknota za wszystkim, co kochał, za wszystkim, co było cząstką jego „ja”, a teraz zniknęło. Punktem kulminacyjnym nowoczesnego pesymizmu nie jest prometejski bunt, rozpaczliwa walka woli z przemocą losu, lecz łagodny smętek, odwrócenie się od świata, pogrążenie się w sobie. Zostałby buddystą, gdyby wobec niego i jego ostatecznego „nie” pewna treść życia nie zachowała jeszcze sensu: jest nim dążenie, aby sen, który trzeba prześnić, prześnić jak najpełniej i jak najbardziej harmonijnie. „Bo ta, aczkolwiek przemijająca, harmonia duszy jest celem sztuki.” Ta „harmonia rezygnacji” jest ideałem przewodnim estetyki secesji. Dotykamy jednak tym samym jednej tylko strony estetyki symbolistycznej; zna ona również przeciwieństwo, sprzeczność, dysonans rezygnacji, perwersję.