Malarstwo – romantyczne pojęcie symbolu

Inne pojęcie symbolu, które z góry zakłada subiektywność, wyłania się z romantyzmu. W przeciwieństwie do świadomego wyprowadzania symboli z idei romantyzm tworzy je z uczucia, wrażenia, osobistego przeżycia. Romantyk stracił wiarę w sens zewnętrznych związków, w wartość powszechnie obowiązujących maksym i właśnie dlatego tę część rzeczywistości, którą nie wszyscy mogą dostrzec i zrozumieć, uważa za miejsce poznania i objawienia: świat fantazji, który ukazuje się tylko oczom jednostki, świat snu, który poza rzeczywistością przyrodniczą rozwija własną logikę, świat symbolu jako powiązania świata zmysłowego z boską wiecznością. Ponieważ upragnionego zespolenia z boskością, która ukazuje się przede wszystkim w zjawiskach natury, nigdy nie można osiągnąć, zasadniczym rysem postawy romantycznej pozostaje tęsknota: romantyk wyrusza wciąż na poszukiwanie pierwiastka boskiego, wiecznego, nieskończonego, który malarz symbolizuje nieograniczoną przestrzenią krajobrazu, a poeta „błękitnym kwiatem”. Tęsknota wznosi twórcze „ja” na wyżyny spraw uniwersalnych, elementarnych i wie, iż doskonałość doczesna jest niemożliwością, wskutek czego wcale się do niej nie dąży, lecz się ją rozbija. Toteż postawa jest ważniejsza od dzieła, tworzenie ważniejsze od stworzonego, w związku z czym artysta woli formę otwartą, nieukończoną, fragment, improwizację, aforyzm, tors. Nie tylko unika ściśle przemyślanej koncepcji, ale burzy kształtującą logikę i iluzję doskonałości ironią i świadomym udziwnianiem. Novalis definiuje poezję – a można by jego definicję przenieść i na malarstwo – jako „sztukę zadziwiania w sposób przyjemny, czynienia przedmiotu obcym, a jednak znajomym i pociągającym”. Już u Novalisa symbolizm wyrasta na świadomie stosowany środek artystyczny: poeta zaleca, by przedmiot odsunąć w dal,

„zwyczajnemu nadać wygląd tajemniczy, znajomemu godność nieznanego, skończonemu sens nieskończony”.

Korzenie tego światopoglądu artystycznego sięgają przez pietyzm do średniowiecznej mistyki, z którą – przede wszystkim w jej formach artystycznych-romantyk się zmaga i w ten sposób nie tylko asymiluje elementy późnośredniowiecznego symbolizmu, lecz też identyfikuje się z podejściem do życia, które ów symbolizm zrodziło.

„Owa, dopiero późno narodzonemu dostępna, skala nastrojów starzejącego się czasu -cierpiętnictwo, bierny uśmiech i przyglądanie się, poczucie bezsilności własnej egzystencji, przejawy życia, które nie widzi przed sobą przyszłości i tylko z godnością wytrzymuje do końca.”

Symbolizm drugiej połowy stulecia stwarza bezpośrednie przesłanki tej koncepcji sztuki; wnikliwe studium na ten temat ogłosił Werner Vordtriede. Ale pojęcie symbolu przeobraziło się również pod wpływem podejmowanych tymczasem badań nad mitami (Bachofen). Symbol wypowiada teraz już nie złączenie niepozornie ludzkiego z boskim, w nieskończonej przestrzeni, do którego dochodzi w panteistycznym przeżywaniu natury, lecz doświadczanie mitycznych sił w nieskończonej głębi ludzkiego jestestwa. Uzmysłowienie ich, wydobycie z głębi na światło dzienne, nawet jeśli ich widok jest straszny, staje się celem wszystkich wysiłków. Pojęcie „pustej idealności”, wprowadzone przez Friedricha, nie wydaje mi się trafne.

Ta sztuka żyje raczej świadomością, że tego, co po prostu niewyrażalne, nie zdoła wyrazić w sposób bezpośredni, lecz musi uciekać się do zaklęć magicznych: do słów i obrazów, które zachowały jeszcze pierwotny sens mityczny. Ponieważ jednak ów sens został zatarty przez racjonalne, podporządkowane celom utylitarnym używanie tych właśnie słów i obrazów, trzeba je uwolnić od tradycyjnej otoczki, aby mogły „przemówić”, to znaczy objawić swój pierwotny sens. Mallarme powiada, że poeta musi się zdać na „inicjatywę słów”.
Wszelkie tak zwane „udziwnianie” ma u symbolistów to znaczenie – czy jednak dzięki niemu obrazy mogę przemówić, to już zależy od inspiracji artysty.
Możliwości takiego rozszyfrowania mitycznych sił w obrazach i słowach dowiodła nieco później naukowa psychoanaliza; jednocześnie pojęcie symbolu nabiera nowej modulacji, aczkolwiek nie może wyprzeć się swego romantycznego rodowodu. I tak Arnold Hauser słusznie stwierdza:

„Sama psychoanaliza jest formą romantyzmu; bez duchowego dziedzictwa romantyzmu i niezależnie od romantycznego stosunku do życia jest nie do pomyślenia. Jak dla romantyzmu tak i dla psychoanalizy podświadomość stanowi bardziej autentyczne i głębsze źródło prawdy.”

Powiązane:

Zostaw odpowiedź